Witajcie ! :)
Przez dłuższy czas nie blogowałam i przyznam szczerze, że za tym tęskniłam. Zastanawiałam się jaki "problem" dziś opisać, zhejtować :) Ostateczną mą decyzją było podjęcie tematu problemu z którym ja od bardzo dawna sie borykam :P A dokładniej: z MIŁOŚCIĄ.
Wiele ludzi jakich znam, twierdzi, że dzięki miłości ludzie są szczęśliwi, że to ona sprawia, że nasze życie nie jest takie szare i nudne ...
Ja zaś osobiście twierdzę, że miłość nie jest niczym złym, ale jednak bez niej życie byłoby dużo prostsze ...
Wyobraźcie sobie :
Brak kłótni a potem wylanych łez z powodu tej drugie połówki ...
Brak łez wylanych z powodu nieszczęśliwej i niespełnionej miłości ...
Brak strachu o tę drugą osobę ...
Wymieniać mogę jeszcze wiele, wiele przykładów.
W moim jakże krótkim zyciu doznałam już tyle przykrych sytuacji z powodu miłości, że czasami mam jej naprawdę dość ...
Nie mogę jednak zrezygnować z miłości - nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie. Przecież życie bez miłości byłoby trochę ... nudne?
Sama już nie wiem ...
A wy co sądzicie?
Całuję,
Wasza Nieposkromiona
Jeżeli chodzi o tytuł tego wpisu, totalnie się zgadzam. Moim zdaniem nie ma miłości, jest przyzwyczajenie. Długo bym się mogła rozwodzić nad moim zdaniem,a prowadzi to do wielu anegdot itd, więc mogłoby to trochę trwać. Całuję, Karolina ;)
OdpowiedzUsuń